Wchodzi nieznajomy mężczyzna.
- Witam, mam nadzieję, że już lepiej się czujesz.
- Hej, jest ok, ale gdzie ja w ogóle jestem?
- To pokój Justina, to tutaj przygotowuję się do występów. Ja jestem jego managerem, czy wyrażasz zgodzę na spotkanie z nim? - pyta ze spokojem.
Nie wiem co mam odpowiedzieć. Nie dość, że jestem w pomieszczeniu, gdzie Bieber zapewne gada głupoty, wygłupia się, przygotowuję się do koncertu i być może piszę wiadomości na TT, to jeszcze mam się z nim zobaczyć?!
- Yyy, ale ja nie wiem czy jestem na to gotowa - odpowiadam po chwili.
- Słucham?... - pyta z wielkim zdziwieniem - No w takim razie rozumiem, choć przyznam, że spodziewałem się całkiem innej reakcji.
Zapada niezręczna cisza. Podniosłam się i usiadłam. Obraz rozmył mi się na moment przed oczami, ale udaje, że wszystko jest w porządku.
- W takim razie przyjdę za jakiś czas - oznajmił i wyszedł.
Co tu się cholera dzieje? Czy to jakiś sen? Nie ogarniam tego wszystkiego. Co ja mam zrobić? Nawet nie wiem jak stąd uciec. Chwila, chwila. Dlaczego ja chcę uciekać, jeśli na wyciągnięcie ręki mam Biebera? W każdej chwili mogę się z nim spotkać. Jednak po tym incydencie straciłam na to ochotę.
Po dłuższych rozmyśleniach, które spowodowane były paniką kładę się z powrotem. Czuję straszne zmęczenie. Działają pewnie leki przeciwbólowe. Zasypiam(...)
Powoli wybudzam się ze snu. Otwieram oczu. Patrzę w sufit. Nadal nie dociera do mnie co się wydarzyło.
- Cześć - odzywa się wesoły głos.
Spoglądam nerwowo w bok. Moje oczy widzą to czego widzieć nie powinny. OMG! Justin Bieber odezwał się do mnie i w dodatku siedzi tuż obok !! Nie przypominam sobie, aby moje serce, kiedykolwiek tak nerwowo podrygiwało.
- Yyyyyyyyyyy...Cześć? - odezwałam się z niedowierzaniem po dość długim czasie i gwałtowanie wstałam z łóżka poprawiając niezdarnie włosy.
- Przepraszam, że wpadłem tak bez zapowiedzi, ale naprawdę martwiłem się o Ciebie. Głupio się czuję, że musiałaś to przeżyć i to w dodatku na moim koncercie - odruchowo wstał z krzesła i wlepiał we mnie swoje ślipia.
- Ja już muszę spadać, nie było tak źle, miło było Cię spotkać. To na razie - to najszybciej wypowiedziane słowa w moim życiu.
Niespodziewanie podeszłam do drzwi, otworzyłam je i nie wiedząc, gdzie mam iść, podążałam przed siebie. Słyszałam jednak kroki, które próbowały mnie dogonić. Gwałtownie przyspieszyłam.
- Ej, czekaj! - barwa głosu, którą znam tak dobrze. W końcu przez cały czas wydobywał się ze słuchawek, które starałam się zawsze mieć przy sobie.
Nie odezwałam się. Chciałam, aby zawrócił. Nie wiem czym spowodowane było moje zachowanie. Może to szok?
- Proszę, zaczekaj! - nalegał.
Postanowiłam biec. Jednak los stał się okrutnym. Za zakrętem wpadłam na wcześniej spotkanego managera piosenkarza.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zadał opiekuńczo pytanie.
- No właśnie, gdzie się wybierasz? Dlaczego się nie zatrzymałaś? Jeśli chcesz iść do domu to po prostu powiedz, a Cię odwieziemy - nagle odezwał się Justin.
- Ja naprawdę nie rozumiem całej tej sytuacji, nie wiem gdzie się znajduję, nie pamiętam co się stało, a w dodatku moimi losami interesuję się chłopak, o którym marzy nie jedna dziewczyna. Jak Ty byś się zachowywał? - nareszcie zdobyłam się na odwagę.
- Rozumiem cię, naprawdę, ale ucieczka to nie jest dobre wyjście. Może chodźmy do pokoju, zjesz coś i spokojnie porozmawiamy? - nie wiedząc czemu zgodziłam się na propozycję Biebera. Nie miałam pojęcia jak mam się zachować.
Gdy znaleźliśmy się we wcześniej opuszczonym pomieszczeniu, napiłam się wody. Nie miałam ochoty na żadną przekąskę. Nie docierało do mnie to, że obok mnie znajduje się JB. Rozmawiam z nim. Wymieniamy się spojrzeniami, o które wcześniej tak błagałam Pana Boga. Po pewnym czasie zdobywam się na szczerość. Opowiadam o historii z kuzynką. Jestem bardzo skrytą osobą, więc nie wiem dlaczego tak szybko się przed nim otworzyłam. Z jednej strony wspaniałe uczucie, zaś z drugiej zbyt zaskakujące. Po godzinnym dialogu uświadamiam sobie, że to naprawdę miły chłopak. Nie zapominam jednak, że to niezły flirciarz, który potrafi rozkochać w sobie każdą dziewczynę. W rozmowie byłam niezwykle oschła. Cholera, co jest przyczyną takiego zachowania?!
- To co? Nie masz wyjścia i musisz jechać ze mną, osobnikiem, za którym widzę, że nie przepadasz. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego przyszłaś na mój koncert?
- Kuzynka nie miała z kim iść i mnie poprosiła, żebym dotrzymała jej towarzystwa - skłamałam.
- Zadam więc jeszcze jedno pytanie jeśli pozwolisz. Skąd ta nienawiść do mnie? - dopytuję.
- A kto by lubił chłopaka, który potrafi rozkochać w sobie każdą dziewczynę, jest flirciarzem, a w dodatku ma się za Bóg wie kogo? - co ja w ogóle wygaduję?!
- Nieźle. Tak na przyszłość to nie wierz mediom i pamiętaj, że telewizja kłamię - stał się mniej miły, a jego ton przybrał barwę urażonego.
Wyszliśmy z pokoju i podążyliśmy do czarnego, dużego busa. Starałam się już więcej nie myśleć nad zaistniałą sytuacją i nad moim okropnym zachowaniem. Stwierdziłam, że doprowadziłoby mnie to do wariacji, a wyrzuty sumienia doprowadziłyby do popełnienia samobójstwa.
2
Sala jest przepiękna! Wypełniona tłumem fanek wydaje się tak pełna życia i emocji. Wszystko jest dopracowane na ostatni guzik. Naszym wielkim szczęściem jest to, że mamy zakwaterowane miejsce od razu przy scenie! Czyż to nie jest zbyt piękne? Sekret działa! Nareszcie zajęłyśmy opłacone za odpowiednią cenę miejsca. Słyszę wielki szum, podekscytowanie fanek. Zauważam jak każda spogląda na siebie z nienawiścią. Wymieniając się z Klaudią swoimi emocjami, przeżyciami rozbłysnęły wielkie światła, które wręcz mnie oślepiły. Serce zaczyna bić jak oszalałe, cała drżę. Słychać głos. Kogo? Justina! O mój Boże! Wszystko rozpoczyna piosenka " Pray ". Nagle ukazuję się postać Biebera! Jest ubrany w szarą skórzaną kurtkę, szare spodnie, które ledwo co trzymają się na tyłku, białe buty, a fryzura jak zawsze jest idealna. Rozpoczyna się krzyk, płacz. Wsłuchując się w słowa wydobywane przez chłopaka, oczy zaczynają nabierać słonych kropli. Pragnę zatrzymać tę chwilę, niech trwa wiecznie. Być może to jedyny moment, w którym widzę go na żywo! Obym tylko nie zemdlała i nie straciła go z pola widzenia, bo opuszczę zbyt zbyt wiele. Podchodzi do krawędzi sceny. Patrzy na każdą z osobna swoimi słodkimi oczami. Wpatruję się w niego, oczekując na to, że odwzajemni spojrzenie. Czekam i czekam. Odchodzi. Zaczyna się następny utwór. Nie wierzę, to mój ulubiony - " Stuck in the moment ". Śpiewam płacząc, ledwo wydobywając z siebie głos, cichutko podążam za jego ustami. Jego ruchy, cała sceneria, to wszystko jest tak niezwykłe. Po trzydziestominutowym wstrząsie emocjonalnym, nadszedł czas na kluczowy gwóźdź występu. Justin wybiera dziewczynę, która wejdzie na scenę, dostanie bukiet róż, a do tego będzie miała szansę by zaśpiewał dla niej piosenkę. Wybierz mnie, wybierz mnie - modlę się. Wszystko poszło w zapomnienie. Szczęściarą jest tleniona blondynka, która jest w białych króciutkich szortach. Faceci! Zła spoglądam na całe show. Zżera mnie zazdrość, ale staram się utrzymać trzeźwość umysłu. Przecież i tak z nim nigdy nie będę, po co miałabym psuć sobie nerwy? Po wykańczającym utworze nadszedł czas na " One time " .. Wszyscy śpiewają i tańczą. Jest wspaniale! Nagle rozpoczyna się lekkie trącanie ze strony dziewcząt, które stoją z tyłu. Wzrasta poziom nerwów. Fanki zaczynają przepychać się, chcą być jak najbliższej sceny. Czuję jak barierka coraz bardziej wbija mi się w brzuch. Zaczyna brakować tchu. Ogarnia mnie strach. Ochroniarze starają się opanować tłum. Bieber nadal śpiewa, jakby nie widział co się dzieje! Zasrany dzieciak. Mógłby chociaż powiedzieć, aby wszyscy się uspokoili. Powoli zaczynam tracić oddech. Napierają na mnie z każdej strony. Nagle wszystko się rozmazuję. Ciemność.
- Proszę pani, słyszy mnie pani? - odzywa się nieznajomy głos.
- Yhymm.. - nie wiedząc co się dzieje, lekko pomrukuję.
- Halo, niech pani odpowie czy mnie słychać - nalega.
- Słyszę - mówię osłabiona.
Skraplają moje usta wodą. Podnoszą i przenoszą z ziemi na skórzaną kanapę. Powoli otwieram oczy i widzę dość małe pomieszczenie. Przede mną stoi dwóch facetów ubranych w białe fartuchy.
- Straciła pani przytomność. Fanki zaczęły się popychać, zaczęły się bójki. Została pani przygnieciona, mało brakowało, a skończyło by się fatalnie.
Zapomniałam wspomnieć, że wszystko było mówione w języku angielskim. Dziękowałam mamie, że tak bardzo dręczyła mnie dodatkowymi lekcjami właśnie z tego języka. Bez problemu mogłam się z nimi porozumieć.
- Jak się pani czuję?
- Nie pani tylko Patrycja, nie postarzajcie mnie - nie wiem skąd miałam siłę na żarty, czułam się naprawdę fatalnie.
- Dobrze Patrycjo, a więc jak samopoczucie? - zaśmiali się.
- A jak mogę się czuć po zderzeniu z falą psychofanek Biebera? - odwzajemniłam uśmiech.
- Rozumiemy, że nie jest zbyt dobrze, ale postaramy się, aby wszystko wróciło do normy - uspokajali.
Leżąc tak i przypominając sobie serię zdarzeń zastanawiałam się gdzie podziewa się moja kuzynka. Zapytałam o mój telefon komórkowym. Dostarczono mi go w zaskakująco szybkim tempie. Wybrałam numer.
- Halo?
- No hej Klaudia, właśnie.. - nie dokończyłam.
- Patrycja odwal się ode mnie. Specjalnie udawałaś, że straciłaś przytomność, żeby być obiektem zainteresowań Justina? Nie pamiętasz jak się Tobą interesował, kiedy leżałaś za tą barierką? Żałosna jesteś. Nie wracaj do mojego domu, już powiedziałam rodzicom, że postanowiłaś pojechać z koleżanką z powrotem do Polski. Włożyłam Ci do torebki 400zł, więc się ciesz, że masz na hotel. Spadaj z mojego życia - rozłączyła się.
Czuję ponowne szybkie bicie serca, łzy spływają mi po policzkach. Dobrze, że zostałam sama w pokoju. Po cholerę szłam na ten idiotyczny koncert?! Jak ona tak mogła ze mną postąpić, gdzie ja mam się podziać?! Płaczę, płaczę z bezsilności. Nie wiem nawet gdzie ja jestem! Po dwudziestu minutach słyszę pukanie do drzwi.
- Proszę pani, słyszy mnie pani? - odzywa się nieznajomy głos.
- Yhymm.. - nie wiedząc co się dzieje, lekko pomrukuję.
- Halo, niech pani odpowie czy mnie słychać - nalega.
- Słyszę - mówię osłabiona.
Skraplają moje usta wodą. Podnoszą i przenoszą z ziemi na skórzaną kanapę. Powoli otwieram oczy i widzę dość małe pomieszczenie. Przede mną stoi dwóch facetów ubranych w białe fartuchy.
- Straciła pani przytomność. Fanki zaczęły się popychać, zaczęły się bójki. Została pani przygnieciona, mało brakowało, a skończyło by się fatalnie.
Zapomniałam wspomnieć, że wszystko było mówione w języku angielskim. Dziękowałam mamie, że tak bardzo dręczyła mnie dodatkowymi lekcjami właśnie z tego języka. Bez problemu mogłam się z nimi porozumieć.
- Jak się pani czuję?
- Nie pani tylko Patrycja, nie postarzajcie mnie - nie wiem skąd miałam siłę na żarty, czułam się naprawdę fatalnie.
- Dobrze Patrycjo, a więc jak samopoczucie? - zaśmiali się.
- A jak mogę się czuć po zderzeniu z falą psychofanek Biebera? - odwzajemniłam uśmiech.
- Rozumiemy, że nie jest zbyt dobrze, ale postaramy się, aby wszystko wróciło do normy - uspokajali.
Leżąc tak i przypominając sobie serię zdarzeń zastanawiałam się gdzie podziewa się moja kuzynka. Zapytałam o mój telefon komórkowym. Dostarczono mi go w zaskakująco szybkim tempie. Wybrałam numer.
- Halo?
- No hej Klaudia, właśnie.. - nie dokończyłam.
- Patrycja odwal się ode mnie. Specjalnie udawałaś, że straciłaś przytomność, żeby być obiektem zainteresowań Justina? Nie pamiętasz jak się Tobą interesował, kiedy leżałaś za tą barierką? Żałosna jesteś. Nie wracaj do mojego domu, już powiedziałam rodzicom, że postanowiłaś pojechać z koleżanką z powrotem do Polski. Włożyłam Ci do torebki 400zł, więc się ciesz, że masz na hotel. Spadaj z mojego życia - rozłączyła się.
Czuję ponowne szybkie bicie serca, łzy spływają mi po policzkach. Dobrze, że zostałam sama w pokoju. Po cholerę szłam na ten idiotyczny koncert?! Jak ona tak mogła ze mną postąpić, gdzie ja mam się podziać?! Płaczę, płaczę z bezsilności. Nie wiem nawet gdzie ja jestem! Po dwudziestu minutach słyszę pukanie do drzwi.
1
Nareszcie nadszedł czas wyjazdu na koncert Biebera! O mój Boże, zobaczę chłopaka, w którym zauroczyłam się, pomimo tego, że znam go jedynie z internetowych stron plotkarskich, wywiadów na YouTubie i jego wspaniałego głosu.
- Mamo, tak bardzo się cieszę. Czy oby na pewno wszystko spakowałam? A jeśli czegoś zapomniałam? - mówiłam zmartwiona, a tym samym podekscytowana.
- Córciu spokojnie! Wszystko jest pod kontrolą, wczoraj sprawdzałaś walizkę tak wiele razy, że byłoby niemożliwym, gdybyś czegoś ze sobą nie wzięła.
Mama wprawiła mnie w stan o wiele bliższy uspokojeniu. Byłam tak szczęśliwa, że będę miała przed sobą Justina, który trzyma w ręku mikrofon i wydobywa z siebie dźwięki, które wprost ubóstwiam. Była 7.00. Godzinę po całym zamieszaniu nareszcie wsiadłam do samochodu, w którym mama czekała na mnie z niecierpliwością. W uszach jak zawsze widniały białe słuchawki. Bez muzyki moje życie byłoby niczym. W końcu wyruszyłyśmy. Spojrzałam ostatni raz na mury mojego domu. Przez ostatnie czasy tak wiele się w nim wydarzyło. Przeszłam piekło. Dwa lata mojego życia było jednym, wielkim tornadem. Ojciec znęcał się psychicznie i fizycznie nade mną i moją rodzicielką. Znienawidziłam go za wszystkie krzywdy, które potrafił nam wyrządzić. Tak często do mnie powraca ból, który nadal tkwi w sercu - mieści ono w sobie zbyt dużo boleśnie powbijanych szpilek. Wspomnienia pojawiły się na nowo. Ciemnie obrazy ukazały się przed oczyma. Wraz z mijającą drogą, która przedstawiała jedynie tysiące drzew, zamknęłam oczy i odpłynęłam w świat zupełnie inny od rzeczywistości. Sen - to co kocham.
Nagle poczułam jak ktoś nerwowo trąca moje ramię. Z poza ziemskiego świata wybudziła mnie mama. Okazało się, że przespałam całą drogę do Berlina. Nie ma się co dziwić, w końcu noc zaprzątałam sobie głowę myślami o dzisiejszym dniu.
- Wysiadamy, jesteśmy na miejscu - oznajmiła.
- Tak szybko? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Szybko? Bardzo się cieszę, że chociaż Ty tak uważasz - zaśmiała się.
Wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się do drzwi, za którymi znajdowała się rodzina mojej kuzynki. Wyprowadzili się do Niemiec cztery lata temu, kiedy tata Klaudii znalazł lepszą pracę. Zapukałam.
- Nareszcie jesteście! - z szerokim uśmiechem powitała nas ciocia Iga.
- Patrycja? Oh, jak dawno Cię nie widziałam - Klaudia mocno mnie przytuliła.
- Cieszę się, że nareszcie się spotykamy - odwzajemniłam przypływ emocji.
Po wejściu do środa ujrzałam przeogromny dom. Nie czułam się w nim dobrze. Od zawsze wolałam przytulne pomieszczenia, z kominkiem i przyćmionym światłem, które znajduję się w moim miejscu, za którym nagle zaczęłam tęsknić. Tak szybko? Nigdy bym nie przypuszczała. Jednak niezmiernie się cieszyłam, ponieważ już za dziewięć godzin będę miała okazję podążać w stronę wielkiej sali koncertowej, na której swój koncert wyda nie kto inny, jak Justin Bieber!
Ciocia poczęstowała nas herbatą z dużą ilością cytryny oraz przepysznymi ciastkami, które upiekła przy pomocy wujka Karola. Wujek jest wspaniałym mężem i ojcem. Od zawsze zazdrościłam kuzynce tak wspaniałej rodziny. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek będzie miała okazję pragnąć tego co zdarzyło się w moim życiu. Dotychczas nie zaistniała taka sytuacja.
Nadszedł czas pożegnania się z mamą. Wszyscy odprowadziliśmy ją do wielkich, frontowych drzwi. Przytuliłam ją, pomachałam na pożegnanie i uspokoiłam, że wrócę do domu cała i zdrowa. Czując wolność od rodzicielskiej nadopiekuńczości, zostałam zaprowadzona przez kuzynkę do pokoju, który znajdował się na drugim piętrze. Gdy moje stopy przekroczyły jego próg od razu w oczy rzuciło się mnóstwo plakatów Justina, które były widoczne dosłownie w każdej cząstce jej królestwa.
- Wow, musisz go naprawdę kochać - powiedziałam, wpatrując się w słodką twarz chłopaka.
- Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo! Uważam siebie za najbardziej oddaną fankę! - wykrzyczała z uśmiechem.
- Chyba naprawdę nią jesteś, ja nie mam żadnego plakatu, ale za to moja mp3 jest wypełniona jego utworami - zaśmiałam się.
- Piosenki to nie wszystko! Spójrz tylko na album, który dla niego przygotowałam. Wręczę go na dzisiejszym koncercie - podała mi wielką księgę, w której znajdowały się zdjęcia piosenkarza, dopiski i portret kuzynki.
- Jej, to jest wspaniałe. Na pewno musiałaś przeznaczyć na to wiele czasu.
- Nawet sobie nie zdajesz ile dni mi to zajęło, ale jestem bardzo zadowolona, że to zrobiłam. Bieber jest dla mnie wszystkim.
- Też go uwielbiam.
- Ja go kocham! Nikt go tak nie wielbi jak ja - powiedziała z dumą.
Po wysłuchaniu wszystkich doznań Klaudii, które dotyczyły Justina, doszłyśmy do wniosku, że przyszła pora na przyszykowania do koncertu. Obie byłyśmy tak bardzo szczęśliwe. W pięknej łazience zaczęłyśmy układać fryzurę, robić makijaż i wybierać odpowiedni strój na noc, która z pewnością szykowała mnóstwo przeżyć i niespodzianek. Po godzinnym pindrowaniu zeszłyśmy na dół.
- Ależ pięknie wyglądacie - zasypywał komplementami wujek.
- Widzę, że jesteście gotowe na wielki wieczór! - z przekonaniem powiedziała ciocia Iga.
Po chwili wyszłyśmy na zewnątrz. Okazało się, że temperatura jest znacznie niższa niż przypuszczałyśmy. Wsiadłyśmy na tylne siedzenia czarnego Jeepa i ruszyłyśmy w stronę sali koncertowej. W drodze wymieniałyśmy się swoimi przemyśleniami dotyczącymi młodego artysty. Klaudia w każdym calu przewyższała nade mną. Wiedziała o Justinie dosłownie wszystko. Stwierdziłam wręcz, że jest psychofanką. Zaśmiałam się w duszy. Minęło czterdzieści minut. Nareszcie dotarłyśmy na miejsce!
- Mamo, tak bardzo się cieszę. Czy oby na pewno wszystko spakowałam? A jeśli czegoś zapomniałam? - mówiłam zmartwiona, a tym samym podekscytowana.
- Córciu spokojnie! Wszystko jest pod kontrolą, wczoraj sprawdzałaś walizkę tak wiele razy, że byłoby niemożliwym, gdybyś czegoś ze sobą nie wzięła.
Mama wprawiła mnie w stan o wiele bliższy uspokojeniu. Byłam tak szczęśliwa, że będę miała przed sobą Justina, który trzyma w ręku mikrofon i wydobywa z siebie dźwięki, które wprost ubóstwiam. Była 7.00. Godzinę po całym zamieszaniu nareszcie wsiadłam do samochodu, w którym mama czekała na mnie z niecierpliwością. W uszach jak zawsze widniały białe słuchawki. Bez muzyki moje życie byłoby niczym. W końcu wyruszyłyśmy. Spojrzałam ostatni raz na mury mojego domu. Przez ostatnie czasy tak wiele się w nim wydarzyło. Przeszłam piekło. Dwa lata mojego życia było jednym, wielkim tornadem. Ojciec znęcał się psychicznie i fizycznie nade mną i moją rodzicielką. Znienawidziłam go za wszystkie krzywdy, które potrafił nam wyrządzić. Tak często do mnie powraca ból, który nadal tkwi w sercu - mieści ono w sobie zbyt dużo boleśnie powbijanych szpilek. Wspomnienia pojawiły się na nowo. Ciemnie obrazy ukazały się przed oczyma. Wraz z mijającą drogą, która przedstawiała jedynie tysiące drzew, zamknęłam oczy i odpłynęłam w świat zupełnie inny od rzeczywistości. Sen - to co kocham.
Nagle poczułam jak ktoś nerwowo trąca moje ramię. Z poza ziemskiego świata wybudziła mnie mama. Okazało się, że przespałam całą drogę do Berlina. Nie ma się co dziwić, w końcu noc zaprzątałam sobie głowę myślami o dzisiejszym dniu.
- Wysiadamy, jesteśmy na miejscu - oznajmiła.
- Tak szybko? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Szybko? Bardzo się cieszę, że chociaż Ty tak uważasz - zaśmiała się.
Wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się do drzwi, za którymi znajdowała się rodzina mojej kuzynki. Wyprowadzili się do Niemiec cztery lata temu, kiedy tata Klaudii znalazł lepszą pracę. Zapukałam.
- Nareszcie jesteście! - z szerokim uśmiechem powitała nas ciocia Iga.
- Patrycja? Oh, jak dawno Cię nie widziałam - Klaudia mocno mnie przytuliła.
- Cieszę się, że nareszcie się spotykamy - odwzajemniłam przypływ emocji.
Po wejściu do środa ujrzałam przeogromny dom. Nie czułam się w nim dobrze. Od zawsze wolałam przytulne pomieszczenia, z kominkiem i przyćmionym światłem, które znajduję się w moim miejscu, za którym nagle zaczęłam tęsknić. Tak szybko? Nigdy bym nie przypuszczała. Jednak niezmiernie się cieszyłam, ponieważ już za dziewięć godzin będę miała okazję podążać w stronę wielkiej sali koncertowej, na której swój koncert wyda nie kto inny, jak Justin Bieber!
Ciocia poczęstowała nas herbatą z dużą ilością cytryny oraz przepysznymi ciastkami, które upiekła przy pomocy wujka Karola. Wujek jest wspaniałym mężem i ojcem. Od zawsze zazdrościłam kuzynce tak wspaniałej rodziny. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek będzie miała okazję pragnąć tego co zdarzyło się w moim życiu. Dotychczas nie zaistniała taka sytuacja.
Nadszedł czas pożegnania się z mamą. Wszyscy odprowadziliśmy ją do wielkich, frontowych drzwi. Przytuliłam ją, pomachałam na pożegnanie i uspokoiłam, że wrócę do domu cała i zdrowa. Czując wolność od rodzicielskiej nadopiekuńczości, zostałam zaprowadzona przez kuzynkę do pokoju, który znajdował się na drugim piętrze. Gdy moje stopy przekroczyły jego próg od razu w oczy rzuciło się mnóstwo plakatów Justina, które były widoczne dosłownie w każdej cząstce jej królestwa.
- Wow, musisz go naprawdę kochać - powiedziałam, wpatrując się w słodką twarz chłopaka.
- Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo! Uważam siebie za najbardziej oddaną fankę! - wykrzyczała z uśmiechem.
- Chyba naprawdę nią jesteś, ja nie mam żadnego plakatu, ale za to moja mp3 jest wypełniona jego utworami - zaśmiałam się.
- Piosenki to nie wszystko! Spójrz tylko na album, który dla niego przygotowałam. Wręczę go na dzisiejszym koncercie - podała mi wielką księgę, w której znajdowały się zdjęcia piosenkarza, dopiski i portret kuzynki.
- Jej, to jest wspaniałe. Na pewno musiałaś przeznaczyć na to wiele czasu.
- Nawet sobie nie zdajesz ile dni mi to zajęło, ale jestem bardzo zadowolona, że to zrobiłam. Bieber jest dla mnie wszystkim.
- Też go uwielbiam.
- Ja go kocham! Nikt go tak nie wielbi jak ja - powiedziała z dumą.
Po wysłuchaniu wszystkich doznań Klaudii, które dotyczyły Justina, doszłyśmy do wniosku, że przyszła pora na przyszykowania do koncertu. Obie byłyśmy tak bardzo szczęśliwe. W pięknej łazience zaczęłyśmy układać fryzurę, robić makijaż i wybierać odpowiedni strój na noc, która z pewnością szykowała mnóstwo przeżyć i niespodzianek. Po godzinnym pindrowaniu zeszłyśmy na dół.
- Ależ pięknie wyglądacie - zasypywał komplementami wujek.
- Widzę, że jesteście gotowe na wielki wieczór! - z przekonaniem powiedziała ciocia Iga.
Po chwili wyszłyśmy na zewnątrz. Okazało się, że temperatura jest znacznie niższa niż przypuszczałyśmy. Wsiadłyśmy na tylne siedzenia czarnego Jeepa i ruszyłyśmy w stronę sali koncertowej. W drodze wymieniałyśmy się swoimi przemyśleniami dotyczącymi młodego artysty. Klaudia w każdym calu przewyższała nade mną. Wiedziała o Justinie dosłownie wszystko. Stwierdziłam wręcz, że jest psychofanką. Zaśmiałam się w duszy. Minęło czterdzieści minut. Nareszcie dotarłyśmy na miejsce!
Subskrybuj:
Posty (Atom)