3

Wchodzi nieznajomy mężczyzna.
- Witam, mam nadzieję, że już lepiej się czujesz.
- Hej, jest ok, ale gdzie ja w ogóle jestem?
- To pokój Justina, to tutaj przygotowuję się do występów. Ja jestem jego managerem, czy wyrażasz zgodzę na spotkanie z nim? - pyta ze spokojem.
Nie wiem co mam odpowiedzieć. Nie dość, że jestem w pomieszczeniu, gdzie Bieber zapewne gada głupoty, wygłupia się, przygotowuję się do koncertu i być może piszę wiadomości na TT, to jeszcze mam się z nim zobaczyć?!
- Yyy, ale ja nie wiem czy jestem na to gotowa - odpowiadam po chwili.
- Słucham?... - pyta z wielkim zdziwieniem - No w takim razie rozumiem, choć przyznam, że spodziewałem się całkiem innej reakcji.
Zapada niezręczna cisza. Podniosłam się i usiadłam. Obraz rozmył mi się na moment przed oczami, ale udaje, że wszystko jest w porządku.
- W takim razie przyjdę za jakiś czas - oznajmił i wyszedł.
Co tu się cholera dzieje? Czy to jakiś sen? Nie ogarniam tego wszystkiego. Co ja mam zrobić? Nawet nie wiem jak stąd uciec. Chwila, chwila. Dlaczego ja chcę uciekać, jeśli na wyciągnięcie ręki mam Biebera? W każdej chwili mogę się z nim spotkać. Jednak po tym incydencie straciłam na to ochotę.
Po dłuższych rozmyśleniach, które spowodowane były paniką kładę się z powrotem. Czuję straszne zmęczenie. Działają pewnie leki przeciwbólowe. Zasypiam(...)
Powoli wybudzam się ze snu. Otwieram oczu. Patrzę w sufit. Nadal nie dociera do mnie co się wydarzyło.
- Cześć - odzywa się wesoły głos.
Spoglądam nerwowo w bok. Moje oczy widzą to czego widzieć nie powinny. OMG! Justin Bieber odezwał się do mnie i w dodatku siedzi tuż obok !! Nie przypominam sobie, aby moje serce, kiedykolwiek tak nerwowo podrygiwało.
- Yyyyyyyyyyy...Cześć? - odezwałam się z niedowierzaniem po dość długim czasie i gwałtowanie wstałam z łóżka poprawiając niezdarnie włosy.
- Przepraszam, że wpadłem tak bez zapowiedzi, ale naprawdę martwiłem się o Ciebie. Głupio się czuję, że musiałaś to przeżyć i to w dodatku na moim koncercie - odruchowo wstał z krzesła i wlepiał we mnie swoje ślipia.
- Ja już muszę spadać, nie było tak źle, miło było Cię spotkać. To na razie - to najszybciej wypowiedziane słowa w moim życiu.
Niespodziewanie podeszłam do drzwi, otworzyłam je i nie wiedząc, gdzie mam iść, podążałam przed siebie. Słyszałam jednak kroki, które próbowały mnie dogonić. Gwałtownie przyspieszyłam.
- Ej, czekaj! - barwa głosu, którą znam tak dobrze. W końcu przez cały czas wydobywał się ze słuchawek, które starałam się zawsze mieć przy sobie.
Nie odezwałam się. Chciałam, aby zawrócił. Nie wiem czym spowodowane było moje zachowanie. Może to szok?
- Proszę, zaczekaj! - nalegał.
Postanowiłam biec. Jednak los stał się okrutnym. Za zakrętem wpadłam na wcześniej spotkanego managera piosenkarza.
- A Ty gdzie się wybierasz? - zadał opiekuńczo pytanie.
- No właśnie, gdzie się wybierasz? Dlaczego się nie zatrzymałaś? Jeśli chcesz iść do domu to po prostu powiedz, a Cię odwieziemy - nagle odezwał się Justin.
- Ja naprawdę nie rozumiem całej tej sytuacji, nie wiem gdzie się znajduję, nie pamiętam co się stało, a w dodatku moimi losami interesuję się chłopak, o którym marzy nie jedna dziewczyna. Jak Ty byś się zachowywał? - nareszcie zdobyłam się na odwagę.
- Rozumiem cię, naprawdę, ale ucieczka to nie jest dobre wyjście. Może chodźmy do pokoju, zjesz coś i spokojnie porozmawiamy? - nie wiedząc czemu zgodziłam się na propozycję Biebera. Nie miałam pojęcia jak mam się zachować.
Gdy znaleźliśmy się we wcześniej opuszczonym pomieszczeniu, napiłam się wody. Nie miałam ochoty na żadną przekąskę. Nie docierało do mnie to, że obok mnie znajduje się JB. Rozmawiam z nim. Wymieniamy się spojrzeniami, o które wcześniej tak błagałam Pana Boga. Po pewnym czasie zdobywam się na szczerość. Opowiadam o historii z kuzynką. Jestem bardzo skrytą osobą, więc nie wiem dlaczego tak szybko się przed nim otworzyłam. Z jednej strony wspaniałe uczucie, zaś z drugiej zbyt zaskakujące. Po godzinnym dialogu uświadamiam sobie, że to naprawdę miły chłopak. Nie zapominam jednak, że to niezły flirciarz, który potrafi rozkochać w sobie każdą dziewczynę. W rozmowie byłam niezwykle oschła. Cholera, co jest przyczyną takiego zachowania?!
- To co? Nie masz wyjścia i musisz jechać ze mną, osobnikiem, za którym widzę, że nie przepadasz. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego przyszłaś na mój koncert?
- Kuzynka nie miała z kim iść i mnie poprosiła, żebym dotrzymała jej towarzystwa - skłamałam.
- Zadam więc jeszcze jedno pytanie jeśli pozwolisz. Skąd ta nienawiść do mnie? - dopytuję.
- A kto by lubił chłopaka, który potrafi rozkochać w sobie każdą dziewczynę, jest flirciarzem, a w dodatku ma się za Bóg wie kogo? - co ja w ogóle wygaduję?!
- Nieźle. Tak na przyszłość to nie wierz mediom i pamiętaj, że telewizja kłamię - stał się mniej miły, a jego ton przybrał barwę urażonego.
Wyszliśmy z pokoju i podążyliśmy do czarnego, dużego busa. Starałam się już więcej nie myśleć nad zaistniałą sytuacją i nad moim okropnym zachowaniem. Stwierdziłam, że doprowadziłoby mnie to do wariacji, a wyrzuty sumienia doprowadziłyby do popełnienia samobójstwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz