Nareszcie nadszedł czas wyjazdu na koncert Biebera! O mój Boże, zobaczę chłopaka, w którym zauroczyłam się, pomimo tego, że znam go jedynie z internetowych stron plotkarskich, wywiadów na YouTubie i jego wspaniałego głosu.
- Mamo, tak bardzo się cieszę. Czy oby na pewno wszystko spakowałam? A jeśli czegoś zapomniałam? - mówiłam zmartwiona, a tym samym podekscytowana.
- Córciu spokojnie! Wszystko jest pod kontrolą, wczoraj sprawdzałaś walizkę tak wiele razy, że byłoby niemożliwym, gdybyś czegoś ze sobą nie wzięła.
Mama wprawiła mnie w stan o wiele bliższy uspokojeniu. Byłam tak szczęśliwa, że będę miała przed sobą Justina, który trzyma w ręku mikrofon i wydobywa z siebie dźwięki, które wprost ubóstwiam. Była 7.00. Godzinę po całym zamieszaniu nareszcie wsiadłam do samochodu, w którym mama czekała na mnie z niecierpliwością. W uszach jak zawsze widniały białe słuchawki. Bez muzyki moje życie byłoby niczym. W końcu wyruszyłyśmy. Spojrzałam ostatni raz na mury mojego domu. Przez ostatnie czasy tak wiele się w nim wydarzyło. Przeszłam piekło. Dwa lata mojego życia było jednym, wielkim tornadem. Ojciec znęcał się psychicznie i fizycznie nade mną i moją rodzicielką. Znienawidziłam go za wszystkie krzywdy, które potrafił nam wyrządzić. Tak często do mnie powraca ból, który nadal tkwi w sercu - mieści ono w sobie zbyt dużo boleśnie powbijanych szpilek. Wspomnienia pojawiły się na nowo. Ciemnie obrazy ukazały się przed oczyma. Wraz z mijającą drogą, która przedstawiała jedynie tysiące drzew, zamknęłam oczy i odpłynęłam w świat zupełnie inny od rzeczywistości. Sen - to co kocham.
Nagle poczułam jak ktoś nerwowo trąca moje ramię. Z poza ziemskiego świata wybudziła mnie mama. Okazało się, że przespałam całą drogę do Berlina. Nie ma się co dziwić, w końcu noc zaprzątałam sobie głowę myślami o dzisiejszym dniu.
- Wysiadamy, jesteśmy na miejscu - oznajmiła.
- Tak szybko? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Szybko? Bardzo się cieszę, że chociaż Ty tak uważasz - zaśmiała się.
Wysiadłyśmy z samochodu i udałyśmy się do drzwi, za którymi znajdowała się rodzina mojej kuzynki. Wyprowadzili się do Niemiec cztery lata temu, kiedy tata Klaudii znalazł lepszą pracę. Zapukałam.
- Nareszcie jesteście! - z szerokim uśmiechem powitała nas ciocia Iga.
- Patrycja? Oh, jak dawno Cię nie widziałam - Klaudia mocno mnie przytuliła.
- Cieszę się, że nareszcie się spotykamy - odwzajemniłam przypływ emocji.
Po wejściu do środa ujrzałam przeogromny dom. Nie czułam się w nim dobrze. Od zawsze wolałam przytulne pomieszczenia, z kominkiem i przyćmionym światłem, które znajduję się w moim miejscu, za którym nagle zaczęłam tęsknić. Tak szybko? Nigdy bym nie przypuszczała. Jednak niezmiernie się cieszyłam, ponieważ już za dziewięć godzin będę miała okazję podążać w stronę wielkiej sali koncertowej, na której swój koncert wyda nie kto inny, jak Justin Bieber!
Ciocia poczęstowała nas herbatą z dużą ilością cytryny oraz przepysznymi ciastkami, które upiekła przy pomocy wujka Karola. Wujek jest wspaniałym mężem i ojcem. Od zawsze zazdrościłam kuzynce tak wspaniałej rodziny. Zastanawiałam się czy kiedykolwiek będzie miała okazję pragnąć tego co zdarzyło się w moim życiu. Dotychczas nie zaistniała taka sytuacja.
Nadszedł czas pożegnania się z mamą. Wszyscy odprowadziliśmy ją do wielkich, frontowych drzwi. Przytuliłam ją, pomachałam na pożegnanie i uspokoiłam, że wrócę do domu cała i zdrowa. Czując wolność od rodzicielskiej nadopiekuńczości, zostałam zaprowadzona przez kuzynkę do pokoju, który znajdował się na drugim piętrze. Gdy moje stopy przekroczyły jego próg od razu w oczy rzuciło się mnóstwo plakatów Justina, które były widoczne dosłownie w każdej cząstce jej królestwa.
- Wow, musisz go naprawdę kochać - powiedziałam, wpatrując się w słodką twarz chłopaka.
- Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo! Uważam siebie za najbardziej oddaną fankę! - wykrzyczała z uśmiechem.
- Chyba naprawdę nią jesteś, ja nie mam żadnego plakatu, ale za to moja mp3 jest wypełniona jego utworami - zaśmiałam się.
- Piosenki to nie wszystko! Spójrz tylko na album, który dla niego przygotowałam. Wręczę go na dzisiejszym koncercie - podała mi wielką księgę, w której znajdowały się zdjęcia piosenkarza, dopiski i portret kuzynki.
- Jej, to jest wspaniałe. Na pewno musiałaś przeznaczyć na to wiele czasu.
- Nawet sobie nie zdajesz ile dni mi to zajęło, ale jestem bardzo zadowolona, że to zrobiłam. Bieber jest dla mnie wszystkim.
- Też go uwielbiam.
- Ja go kocham! Nikt go tak nie wielbi jak ja - powiedziała z dumą.
Po wysłuchaniu wszystkich doznań Klaudii, które dotyczyły Justina, doszłyśmy do wniosku, że przyszła pora na przyszykowania do koncertu. Obie byłyśmy tak bardzo szczęśliwe. W pięknej łazience zaczęłyśmy układać fryzurę, robić makijaż i wybierać odpowiedni strój na noc, która z pewnością szykowała mnóstwo przeżyć i niespodzianek. Po godzinnym pindrowaniu zeszłyśmy na dół.
- Ależ pięknie wyglądacie - zasypywał komplementami wujek.
- Widzę, że jesteście gotowe na wielki wieczór! - z przekonaniem powiedziała ciocia Iga.
Po chwili wyszłyśmy na zewnątrz. Okazało się, że temperatura jest znacznie niższa niż przypuszczałyśmy. Wsiadłyśmy na tylne siedzenia czarnego Jeepa i ruszyłyśmy w stronę sali koncertowej. W drodze wymieniałyśmy się swoimi przemyśleniami dotyczącymi młodego artysty. Klaudia w każdym calu przewyższała nade mną. Wiedziała o Justinie dosłownie wszystko. Stwierdziłam wręcz, że jest psychofanką. Zaśmiałam się w duszy. Minęło czterdzieści minut. Nareszcie dotarłyśmy na miejsce!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz